czwartek, 24 marca 2016




Dokładnie taka myśl, jak w tytule tego wpisu przebrnęła mi ostatnio bardzo gładko przez głowę analizując to, co chciałabym w życiu mieć, osiągnąć. W prawdzie wniosek jest pozornie oczywisty i prosty jednak by dogłębnie go w swojej głowie dopracować i rozłożyć na czynniki pierwsze potrzebowałam czasu. Właściwie to nie sam czas decyduje o tym, że nagle coś nas oświeci ale doświadczenie określonej rzeczy, zjawiska, które choć wydaje się zwyczajne, w gruncie rzeczy staje się chwilową lub wieczną dewizą na życie.
Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr, teraz postaram się udowodnić i zobrazować o co chodzi z tą "pracą" nad spełnianiem własnych marzeń, pragnień i zamierzeń.
Całkiem niedawno miałam ważne spotkanie, które oprócz oczywistych korzyści niosło za sobą także swoistą próbę, sprawdzian, czy jestem na tyle dobra i podołam, czy oczaruję rozmówców i wykażę się odpowiednią wiedzą. I wiesz co..? Poświeciłam jakieś dwie godziny przed spotkaniem by się na nie przygotować i wcale nie mówię tutaj o makijażu i ubiorze. Owe  dwie godziny przeznaczyłam na zapoznanie się z tematem, o którym niemal nie miałam pojęcia. Zapewne  kiedyś, gdy miałam większą możliwość by popracować w ciągu dnia to bezsprzecznie siedziałam nad "wyzwaniem" znacznie dłużej. Jednak odkąd jestem mamą, jak wiadomo mam ograniczony czas i pole do manewru, bo mój mały Szef zawsze daje sygnały, że to on jest na pierwszym miejscu, a praca... poczeka ;).
Dwie godziny... czas, który jest banalnie krótki by ogarnąć coś, z czym wcześniej się nie obcowało. Dwie godziny... a po nich chwila prawdy. To tylko i wyłącznie dzięki wielkiemu skupieniu nad "zadaniem", a także za sprawą wytrwałości i uporu w dążeniu do celu wyszłam ze spotkania z uśmiechem na twarzy i poczuciem, że zrobiłam tyle ile mogłam by  to się udało i... wyszło mi to na prawdę bardzo dobrze. Jeśli te dwie godziny przekształcą się w kolejne dwie, a za jakiś czas w następne to będę wiedziała, że moje marzenie, mój sukces miał swój początek w tak wielkim wytężeniu własnej uwagi, a także w wierze, że to się musi udać. Jeśli podejmując jakieś zamierzenie, które ma przybliżyć Cię do spełnienia marzenia powalczysz o to całym sobą, to są dwa wyjścia:
1. Spełni się i będziesz szczęśliwy.
2. Choć się nie spełni to będziesz mieć full drogowskazów by ustawić wszystko na właściwe tory i próbować dalej dążyć do sukcesu.
Ostatnio przeczytałam coś bardzo interesującego, mianowicie, że nie liczy się to, że czegoś nie umiesz, nie potrafisz, bo aby posiąść jakąś sztukę musisz jej się nauczyć. To trenowanie i praca pozwalają na wyuczenie się czegoś, przy szczypcie talentu i garści determinacji. Tak oto możesz spełniać własne marzenia, pracą, która w życiu jest nieunikniona ale daje cholernie dużo satysfakcji.
Niedawno też usłyszałam ciekawą rzecz na temat marzeń, że istnieją one tylko po to aby o nich myśleć, a nie po to żeby je spełniać, bo wówczas przestają być marzeniami i tracimy coś fantastycznego, co nas umacnia. Moim zdaniem to błąd tak postrzegać marzenia, ponieważ ja pragnę nie tylko o swoich marzeniach myśleć ale także je realizować. Gdy wreszcie mogę powiedzieć o spełnieniu danego marzenia, wówczas na pewno, jak każdy człowiek odczuwam niesamowite szczęście i... zaczynam marzyć o kolejnych celach  zrealizowania, które to właśnie przybierają postać nowych marzeń. 
Nidy nie zakładam, że jakimś fartem uda mi się coś osiągnąć, zawsze wymaga to jakiegoś zaangażowania z mojej strony, choćby dwóch godzin na przybliżenie wiedzy, ułożenie własnych myśli. Jeśli Tobie marzenia łatwiej, wprost bez większego trudu udaje się zrealizować, to wiedz, że jesteś szczęściarzem. Jeżeli natomiast wątpisz w nie i nic Ci z nich nie przychodzi to zmień punkt widzenia i zacznij się po prostu starać. 







14 komentarze:

  1. Małgorzata Bi24 marca 2016 10:37

    Jak tu spełniać marzenia kiedy cały czas ktoś mi rzuca kłody ? Ludzie to mendy są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba się po prosty przełamać, wejść i wyjść z podniesionym czołem ;). Nie wszyscy ludzie to mendy, a ci którzy nimi są zazwyczaj doświadczyli podobnych mendowatych rzeczy w swoim życiu.

      Usuń
  2. Świetnie napisane. Niestety sama dość często jeszcze tylko myślę o własnych marzeniach i nie biorę się za ich realizację w obawie przed porażką. Potrzeba mi więcej takich motywujących tekstów, jak ten :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że na realizację marzeń człowiek ma największą motywację wtedy gdy czuje, że musi coś udowodnić światu. Kiedy ktoś pod Tobą dołki kopie to walcz ze zdwojoną siłą i nie daj się! :)

      Usuń
  3. Dobre podejście:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innego nie znam. Tak po prostu warto żyć :).

      Usuń
  4. Praca nad marzeniem i mocna wiara w to, że się uda - to jak dla mnie już 90% sukcesu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo jeśli nie wierzysz to porażka murowana. Ważne by być przekonanym, że to może się udać :).

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dzięki, lubię takie fale tylko czasu brak na ich układanie ;)

      Usuń
  6. Dla mnie marzenia to moja siła napędowa bo próbuję je zrealizować. To daje mi siłę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama próba już niesie za sobą wiele pomocnych doświadczeń. Najgorzej gdy się w ogóle nie podejmuje żadnych działań ;).

      Usuń
  7. Marzenia są po to żeby je spełniać zdecydowanie i wtedy pojawiają się kolejne po które dzięki naszej ciężkiej pracy sięgamy. Nie ma nic z niczego, alby coś osiągnąć trzeba się wysilić i tak jak piszesz jeśli się nie uda to przeanalizuj co było nie tak i dalej próbuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet te "nieudane" próby mogą nam wiele dać. Na przyszłość, w kolejnych doświadczeniach mamy już łatwiej, bo więcej widzimy, więcej wiemy ;).

      Usuń