wtorek, 14 listopada 2017




O dzisiejszym świecie można powiedzieć, że jest w nim wszystko ale brakuje jeszcze więcej. Na myśl przychodzi nam najmniejsza komórka społeczna, jaką jest rodzina, bo to w niej kształtują się wzorce postępowania, człowiek uczy się miłości i szacunku do innych ludzi.
Ostatnio przeczytałam świetną i inspirującą książkę "Spragnieni Nieba. Rodzice św. Teresy z Lisieux", autorstwa ks. Marka Wójtowicza, wydaną przez Wydawnictwo WAM. To piękna opowieść o tym jak żyli i czym się w życiu kierowali Ludwik i Zelia Martin, których 18 października 2015 roku Papież Franciszek ogłosił świętym małżeństwem. 

Dlaczego właśnie oni?
Są oni wielkim przykładem na to, że życie małżeńskie można przeżyć w wielkiej wierze i łasce Bożej. Byli oni rodzicami dziewięciorga dzieci, którym przekazali swoje wartości religijne, a jednym z ich dzieci była św. Teresa od Dzieciątka Jezus.
W dobie wielu małżeńskich kryzysów wśród młodych ludzi, obraz tak wspaniałej rodziny z pewnością daje pokrzepienie i napawa wiarą w to, że można przetrwać najcięższe chwile, by na nowo zaświeciło słońce. Już na wstępie przeczytałam, że właśnie rolą rodziców jest budowanie fundamentu wiary u ich dzieci, a jest to możliwe przez codzienną, wspólną modlitwę i osobiste świadectwo wiary.
Ludwik i Zelia poznali się po tym, jak oboje zrezygnowali z zamierzeń wstąpienia do zakonu. Ona miała wówczas 26 lat,a on 35.
Zelia była wychowywana przez bardzo surową matkę i nie doświadczyła z nią wielkiej bliskości. Natomiast jej matka potrafiła zaszczepić jej oraz rodzeństwu wiarę w Boga. Bohaterka chciała wstąpić do zakonu, by pomagać chorym ludziom, niestety nie udało jej się to, ponieważ Siostra przełożona oceniła jej stan zdrowia za sprawą częstych duszności, jako kiepski. W obawie, że nie podoła ona zakonnej rzeczywistości i jej problemy zdrowotne będą odbijać się też na pozostałych zakonnicach, Zelia została odrzucona. 

Bóg prowadzi.
Bóg szykował dla niej inną drogę, a ona w modlitwie prosiła Go, by dał jej dobrego męża i dużo dzieci, które będą oddawały Bogu cześć i chwałę.
Z biegiem czasu Zelia zatęskniła za życiem zakonnym, a to głównie dlatego, że wstąpiła do niego jej siostra, z którą była bardzo blisko i po prostu jej brakowało obecności i relacji z nią. Dzięki matce, Zelia i jej siostra wykształciły się, kończąc kurs robót ręcznych. Wyrabiały później słynne koronki z Alencon, które stały się bardzo popularne w ekskluzywnych butikach. Za sprawą łaski Matki Bożej, którą Zelia prosiła o pomoc, uzyskała ona podpowiedź o tym, co może w życiu robić, by zarabiać pieniądze. I tak właśnie wciągnęła się w tworzenie koronek. Była wreszcie szczęśliwie niezależna i tworzyła coś, co było jej pasją.
Ludwik natomiast był znanym w swoim mieście zegarmistrzem. Wykazywał on tendencje antyklerykalne ale jednocześnie był bardzo wierzący i bardzo ważnym było dla niego przyjmowanie Eucharystii, uczestnictowo w adoracji Najświętszego Sakramentu.
W domu rodzinnym Ludwika życie było naznaczone swoistym umartwianiem, rodzice chcieli żyć bardzo skromnie i uczyli tego swoje dzieci. Bardzo ważna natomiast była edukacja dzieci, zgodnie z życzeniem zmarłej matki Ludwika.
Kiedy wreszcie spotkali siebie na drodze życia, oboje wiedzieli, że to Bóg tak chciał i prowadził ich ku sobie.
Życie tego małżeństwa było także naznaczone cierpieniem, gdyż niestety ostatnie lata Ludwik spędził z paraliżem nóg. Małżeństwo zawsze się nawzajem wspierało, uczyło tego dzieci, które także kultywowały ważność życia z Bogiem.

Mamy tu do czynienia z obrazem rodziny, ukazanym jako idealne miejsce, by czerpać i dawać miłość. Bohaterowie odnaleźli swoje szczęście dopiero wtedy gdy poznali siebie. Od początku mieli założenie, że chcą mieć dużą rodzinę, a dzieci okazały się być dla nich synonimem miłości Boga. W rodzinie tej przekazywane były najważniejsze wartości, a wszelkie wyimaginowane potrzeby, były odkładane na dalszy plan. Dzieci Zelii i Ludwika pomimo surowych zasad były niezwykle szczęśliwe, bo wychowywane w wierze w to, że istnieje coś ponad świat, w którym żyją.

Książka okazała się wspaniałą lekturą, lekką w czytaniu, podzieloną odpowiednio na poszczególne wątki z życia bohaterów.
Warto zastanowić się nad przykładem Zelii i Ludwika Martin, którzy dzięki swojej mądrości życiowej i głębokiej wierze nie zmarnowali swojego życia, spędzili je we wzajemnej miłości i wychowali wspaniałe dzieci. Są oni doskonałym wzorcem małżeństwa i dodają otuchy tym, którzy czasem powątpiewają w to, czy warto w nim trwać.















2 komentarze:

  1. Cudna książka :) My mamy z meżem długi staż znajomości, znamy się....2 lata, razem jesteśmy od 16 a po slubie 11 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To raczej nie jest książka dla mnie, ale na pewno znajdzie szerokie grono odbiorców.

    OdpowiedzUsuń