poniedziałek, 3 lipca 2017


Domowy zwierzak, może stać się najlepszym przyjacielem, kumplem i kompanem dziecka. 
To ważne, byśmy my- dorośli zaszczepili w swoich dzieciach empatię względem zwierząt, bo ta cecha przekłada się w dalszym życiu na szlachetność, odpowiedzialność.
Do niedawna w naszym domu mieszkał  najwspanialszy piesek, rasy Pekińczyk. 
Był on lubiany przez wszystkich domowników, a także gości domu. Niestety, odszedł w wyniku choroby, tym samym robiąc pustkę przede wszystkim w serduszku Filipka, który tak bardzo był do niego przywiązany. 
Trudno było mu wytłumaczyć jak to się stało, że Chrupka już niema. Wtedy z pomocą przyszły dwie, wspaniałe książeczki. 

"Misia i jej mali pacjenci", od wydawnictwa Zielona Sowa,której autorem jest Aniela Cholewińska - Szkolik, to niewątpliwie piękna seria książek dla najmłodszych. W swojej biblioteczce Filipek ma dwie części tej opowieści: "Weterynarz z Lipowej kliniki" oraz "Niespodziewani goście". W każdej z nich  śledzimy perypetie wspaniałej doktor Misi, dziewczynki, która ma zaledwie siedem lat, a dzięki profesji swojego dziadka, weterynarza ma ona wielką wiedzę i serce, by pomagać chorym zwierzętom. W każdej z książeczek jest po kilka opowiadań, w których oprócz doktor Misi i jej pieska jest jeszcze jedno zwierzątko, któremu Misia pomaga wrócić do zdrowia. 

Najciekawsza historia.
Filipkowi spodobała się historia, gdzie Misia leczy chorą, malutką wiewiórkę, która złamała łapkę. Z niecierpliwością Filip czekał na moment, w którym przeczytałam mu, że piesek Misi odnalazł mamę poszkodowanej wiewióreczki. Dziecko rozumie, że obecność rodzica daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa, dlatego Filip tak bardzo przeżywał to, że mała wiewiórka jest sama, bez mamy. Kolejnym momentem, który go wzruszył był taki, gdy usłyszał, że rodzina wiewiórek zamieszkała blisko kliniki doktor Misi. Mała wiewiórka doszła do siebie, dzięki staraniom i wiedzy małej doktor Misi, a dzięki zamieszkaniu nieopodal kliniki, mogła odwiedzać swoją wybawczynię. 

Inną, emocjonującą historią była ta, w której mała sowa zaplątała się w leżący w lesie drut. Oczywiście uratowała ją Misia, która uwolniła jej skrzydełka i zdezynfekowała ranę. Filipek bardzo stanowczo wówczas powiedział, że w lesie nie wolno rozrzucać drutów, ani żadnych śmieci, bo to niebezpieczne dla zwierząt. Bardzo wzruszający był moment, kiedy po kilku miesiącach, już dorosła sowa przyleciała do domu Misi, by podziękować jej za uratowanie życia. 
Wybieramy się do stadniny koni, dlatego tym bardziej mojego czterolatka zainteresowała opowieść o źrebaku, który zachorował i nie chciał galopować i się bawić. Należał on do wujka doktor Misi i to właśnie ona, będąc w odwiedzinach, postawiła diagnozę. Wizyta weterynarza dodała Misi skrzydeł, gdyż pochwalił on jej wiedzę i zaangażowanie. 

Seria książek "Misia i jej mali pacjenci", to niewątpliwie interesująca i inspirująca pozycja biblioteczki dziecka. Ciekawe historie, pouczające i niezwykle prawdziwe sytuacje z życia wzięte, a wszystko owiane lekką dozą fantazji. Oczywistym jest, że siedmioletnia dziewczynka nie jest zawodowym lekarzem weterynarii ale marzenia się spełniają, a tym bardziej jeśli zaczynają się one w dzieciństwie. Oprócz walorów treściowych, książki są wprost przepięknie wydane. Urocza, kolorowa grafika, o której można rzec, że jest jak z pięknego snu, a do tego bohaterowie opowiadań, szlachetna dziewczynka i jej wierny pies. 
Sama nie wiem, który to już raz czytamy przygody z małej waterynarki z Lipowej Kliniki. Wrócimy do nich na pewno nie raz.












4 komentarze:

  1. Widzę, że Was też zachwyciła ta seria:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe są historie Misi :). Nie sądziłam, że tak bardzo nas wciągnie lektura, teraz niemal codziennie czytamy przynajmniej jedną opowieść.

      Usuń
  2. Bardzo nam się podoba ta seria i czekamy na kolejne części :)
    PS świetna łąweczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My także ją bardzo polubiliśmy :). Z niecierpliwością będziemy wypatrywać kolejnych części :).
      Ławeczka, to dzieło mojego męża, fajna jest. Musimy ją wreszcie pomalować, bo trochę oblazła z farby ;).

      Usuń