wtorek, 12 kwietnia 2016



Czy Tobie też to się zdarza? Spokojnie... podejrzewam, że w większości matek każda czasami to robi. Tylko gdzie leży podłoże tego "umniejszania macierzyństwa"?
Właściwie to zapewne pojawią się tacy, którzy kompletnie nie wiedzą o co mi chodzi z tym umniejszaniem. Nie dziwię się, bo temat nie jest łatwy, a ja sama zdałam sobie sprawę z tego, że zjawisko umniejszania macierzyństwa przez same matki w ogóle istnieje.
Umniejszanie, czyli w tym przypadku swoiste odzieranie z wyjątkowości, nadawanie byciu mamą zwyczajności. My same sprawiamy, że inni, a w tym pozostałe matki zabierają całą magię terminowi macierzyństwa. A przecież samo w sobie jest ono wspaniałe, nadzwyczajne i .... magiczne.
Bycie mamą, czyli coś, czego wielka liczba kobiet pragnie, a nie każda dostąpi tego zaszczytu. Pewnego rodzaju spełnienie marzeń, spełnienie siebie samej. A w rzeczywistości mówimy o tym, że to "naturalne i taka kolej rzeczy". Bez zbędnych ozdobnych epitetów, bez wzniosłej dumy, od tak po prostu ustawiamy je jako nic zadziwiającego.
Uczucie, które jest przecież nad wyraz znaczące i nie do zastąpienia traktujemy często jak kulę u nogi. Dlaczego tak się dzieje? No, cóż same sobie tak to kreujemy. Umniejszamy rytualne jedzenie wspólnych posiłków do "stania przy garach". Mówimy, że gdy dziecko w taki, czy inny sposób zaprasza nas do zabawy, to że "znów męczy i marudzi". Z kolei ubieranie dziecka, które się śmieje i nie koniecznie chce ubranko założyć w 30 sekund, bo jest to dla niego także forma zabawy, my matki traktujemy jako sprzeciwianie się i utrudnianie. Jedzenie zupki, czy kaszki, podczas którego upaćkane jest wszystko, co się da my nie traktujemy jako wyczyn dziecka, zabawę oraz doświadczenie, a raczej jako kolejny przyczynek do sprzątania. Zbity talerzyk na bank jest wynikiem celowego działania Malucha, a nie nie silną chęcią poznawaniem świata.
Takich przykładów z dnia codziennego można tutaj wymieniać bez liku, tylko po co, skora każda z nas wie o co chodzi?
Bywamy często my, matki tak zapatrzone w cięższe strony macierzyństwa, że nie doceniamy tych stron, do których bardzo wzdychałyśmy w swych marzeniach będąc jeszcze w ciąży. Same chciałyśmy tych pięknych obrazków, które teraz określamy jako frustrację, nudę i zwyczajność.
Umniejszamy.... Każda z nas to robi, codziennie. Sama także mimowolnie tak postępuję i tak mówię. To wstrętne zabieranie instytucji matki, tej wyjątkowości, jest zbrodnią, jaką sobie samym wyrządzamy.
Każdy dzień z dzieckiem, każda godzina, mogą być piękniejsze i dawać nam więcej satysfakcji, jeśli zaczniemy powiększać znaczenie macierzyństwa w naszym życiu. Tak, moje Drogie. Powinnyśmy same siebie traktować wyjątkowo, a nasze dzieci odczują to bardzo pozytywnie...


Zobaczcie, jakie cudowne zdjęcia znalazłam. Piękna, kolorowa jesień, sceneria sprzed pół roku :). Wyjątkowo silnie utkwił mi w pamięci ten dzień. Obiecałam sobie wtedy, że jeszcze bardziej intensywnie będę celebrować nasze wspólne chwile...


















10 komentarze:

  1. Cos w tym jest. Tyle ze tak jest chyba z kazda rzecza ktora wykonuje sie stale, rutynowo. Jestes mama 24h i ciagle sprzatasz tak na prawde, mozna wysiasc, ale racja ze powinno sie to cenic

    OdpowiedzUsuń
  2. wiesz co ja lubię najbardziej? Usypianie Maksa. Wiadomo, w idealnym świecie trwałoby to góra 5 minut, dziecko pac do łózka, wtula się w poduszkę i śpi. Czasem się tak zdarza, jednak zazwyczaj u nas odbywa się rytuał zasypiania. Często na wstępie jest baja, Maksio przybiera wtedy różne pozycje oczywiście na mnie. W trakcie i później następuje seria przytulasków i buziaczków. Jak już baja się skończy, to potem jeszcze są wygłupy, trzeba się pośmiać, pogilgotać, policzyć żeberka, poprzytulać..przypomina mi to trochę moje wygłupy z mamą. Nie ważne, że usypianie trwa godzinę, czasem więcej. To taki nasz mały świat i dzięki temu więź między nami jest silniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłaś w sedno z tym wpisem! Wczoraj miałam chwilę zwątpienia w swoje macierzyńskie możliwości. Popłakałam się i czułam bez sił. Na drugi dzień znów wstało słońce u nas w domu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia fantastyczne :) Czasem nie mam czasu, czasem brak mi siły, ale gdy zostawię wszystko i cieszę się każdą chwilą z córką jest mi lepiej, czuję, że ona jest szczęśliwa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super zdjęcia. Ja mam ostatnio fazę, że przestaję się przejmować i po prostu cieszę się macierzyństwem i życiem

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem najfajniej byłoby znaleźć jakiś rozsądny "złoty środek" i w żadną stronę nie przesadzać - ani nie umniejszać i wiecznie nie narzekać, ani też nie wykazywać sztucznego entuzjazmu, kiedy jesteśmy zmęczone, zniechęcone, nie mamy na nic siły ani energii. Owszem, macierzyństwo jest wspaniałe - ale trzeba też sobie dać prawo do chwili słabości i marudzenia - bo chyba nikt nie wmówi mi, że to sam cud, miód i orzeszki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Edyta Koźniewicz22 kwietnia 2016 14:58

    Piękne te zdjęcia, aż by się chciało na żywo zobaczyć ten wasz park :).

    OdpowiedzUsuń