niedziela, 7 września 2014

Wieloaspektowość tego wątku wskazuje na to by opisywać różnorakie podejście tatusiów do swoich dzieci. Jednak w związku z tym, że nie chcę wypowiadać się na temat przypadków, o których nie mam zielonego pojęcia opowiem o tym, jak ja widzę miłość mojego męża do synka J.
Przede wszystkim jako tata zaangażowany był we wszystko, co związane z dzieckiem od chwili, gdy pojawiło się ono na świecie, a podczas ciąży bardzo się o nas troszczył.



Jednak są sytuacje, które wymagają szczególnej uwagi. Gdy nasz syneczek był chory miałam wrażenie, że swoim poświęceniem i miłością do niego chciałby go uleczyć. Tak, dokładnie tak było. Pamiętam, jak w Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia Filipek rozchorował się po raz pierwszy. Miał wysoką temperaturę i był bardzo niespokojny. Natomiast jego tata pomimo ogromnego zmęczenia oraz podświadomego myślenia, że musi wyspać się do pracy nie poddawał się J. Wspólnie ze mną czuwał nad dzieckiem, nie z obowiązku, a z potrzeby serca- widać to było. Nie zapomnę łez w jego oczach gdy mały płakał z temperaturą powyżej 40 stopni i nie wiedzieliśmy co robić, bo leki przeciwgorączkowe nic nie dawały. Silniejszy ode mnie fizycznie mężczyzna czuł się "rozwalony" psychicznie gdyż nie był w stanie zapanować nad trudną sytuacją. Jego radość gdy Filip poczuł się lepiej… hmm.. chyba z niczego tak się w życiu nie cieszył.
Tak, tak, związani ci moi chłopcy to są barrrrdzo ze sobą J. Pierwsza kąpiel Filipka w domu po wyjściu ze szpitala także pokazała mi, że na tatusia można liczyć. Bał się tak samo jak ja tą małą Kruszynkę włożyć do wanny. W nocy wstawał gdy Filipek płakał i podawał mi go z łóżeczka na karmienie, bo dla niego było rzeczą jasną, że po cc jestem bardzo obolała i kto, jak nie on ma mi pomagać  ;). Wiem, ktoś powie, przecież to wszystko normalne i oczywiste, nad czym ty się dziewczyno rozczulasz? Dla mnie jednak te "małe- wielkie gesty" zostaną zapamiętane na zawsze i stanowią ogromną wartość dla życia naszej trójki J.

Jest full sytuacji, które mogłabym tu opisać by ukazać zapał do pomocy przy dziecku oraz wielką miłość mojego męża do synka ale pozostawiam Wam drogie mamy i tatusiowie tą cząstkę naszego życia do przeanalizowania. Chociaż czasami nie jest między nami rewelacyjnie, jak każda para mamy też trudniejsze dni,  to uważam, że partnera trzeba cenić, za to, że po prostu przy nas jest wtedy gdy inni nie do końca czują taką potrzebę.





4 komentarze:

  1. Zgadzam się z tym, ze facetów też trzeba doceniać. W końcu ile musieli się napracować by mieć synusiów czy córeczki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli zgadzasz się z tym, że faceci się jednak przydają ;)...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, co my byśmy zrobiły bez naszych MENÓW?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nasi Rycerze są w naszym życiu ważni ;)

      Usuń